Bransoletkowy zawrót głowy

0 Komentarzy

Powoli, ale całkiem na serio zaczynam mieć już dość zimowych tematów… Wiem, że przed nami jeszcze cały luty, a zima nie powiedziała swojego ostatniego słowa, ale dzisiejszy słoneczny dzień i możliwość założenia okularów słonecznych napełniły mnie jakąś taką pozytywną wizją rychłej wiosny 🙂 Dlatego dziś temat, może nie stricte wiosenny, ale na pewno rokujący, daleki od, jak to mówi moja babcia „zimowych bubów” (czyt. ubrań) i ubierania się na cebulkę.

Lubicie biżuterię? Ja lubię, aczkolwiek zwykle bardziej podoba mi się ona na innych niż na mnie. Zwłaszcza, iż podczas pracy w stajni, trudno znieść jej funkcjonalność, a raczej jej brak. Moja biżuteria dlatego sprowadza się do zegarka, który wytrzyma nawet wybuch bomby atomowej i obrączki, do której obecności przyzwyczaiłam się z trudem, zerkając początkowo czy jest na moim palcu, średnio 2 razy na minutę.

Poza tym, może jestem staroświecka, ale biżuteria kojarzy mi się raczej z ozdobami wykonanymi ze srebra, złota czy innego metalu, jakimś świecącym akcentem i obniżoną odpornością na zniszczenie. Takie wyroby, niby ponadczasowe, niby uniwersalne, ale i tak najlepiej wyglądają w wydaniu eleganckim. A co w przypadku, kiedy jest dzień na luźne spodnie, trampki i okulary pilotki, albo po prostu bryczesy ? To jest też dzień na, błyskotliwie nazwane przeze mnie „casualowe bransoletki” ,czyli wszystko co jest wykonane ze skóry, rzemyków lub tworzywa sztucznego i najlepiej , żeby były duże albo w dużej ilości, koniecznie z jeździeckim akcentem:)

Mówisz, masz :

Ja najbardziej lubię te w stylu vintage, albo z końskiego włosa <3

 

ale mogą być też takie:

 

I co? Znaleźliście coś dla siebie???

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *